piątek, 20 kwietnia 2018

Walczymy

Walczymy o średnią na koniec roku. To znaczy, zostały złożone pewne obietnice (przez rodziców) oraz zobowiązania (przez synów).
Jeśli chodzi o moje wymagania, to dotyczą głównie zachowania "w domu i zagrodzie", ale młodzi liczą, liczą, licząąą...

Młodszy syn, uczeń klasy II, chyba nie będzie miał ocen z poszczególnych przedmiotów, choć nie jestem tego pewna, gdyż albowiem znów mamy inny program niż dwa lata temu.
Pilnie jednak liczy średnią i tydzień temu wyszło mu, że wynosi ona


7,8


.

sobota, 14 kwietnia 2018

Jest torpeda, czyli " Mieszko, ty wikingu!"

Autor: Grażyna Bąkiewicz
Tytuł: "Mieszko, ty wikingu!"
Ilustrował: Artur Nowicki
Wydawnictwo: "Nasza Księgarnia"
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 224
Seria: "Ale historia..."





Moje starsze dziecko, uczeń czwartej klasy szkoły podstawowej, po około dwóch miesiącach nowego roku szkolnego nieoczekiwanie wyjawił, że chciałby zostać nauczycielem historii.
"Świetnie dziecko",  pomyślałam nieco zaskoczona, ponieważ jeszcze podczas wakacji mówił, że zostanie piłkarzem lub komentatorem sportowym. Ale faktycznie już wcześniej dało się u niego zauważyć pewne oznaki zainteresowania historią z najróżniejszych czasów, wszystko zależało od tego co akurat było na topie. Niedźwiedź Wojtek,  czterej pancerni,  pan Wołodyjowski, złoty pociąg, wybuch II wojny światowej. Tak, dziecko zadawało zawsze dużo pytań.
Myślę też, że prawdopodobnym sprawcą jest jego nauczycielka historii (i wychowawczyni), osoba poważna i zasadnicza, ale wyczuwam u Niej głębokie umiłowanie swojego zawodu. I dzieci.

I tu widzę analogię z autorką pierwszej z serii "Ale historia... " książki.
Grażyna Bąkiewicz, nauczycielka historii i pisarka, wymyśliła postaci żywe i z charakterem, uczniów którzy jak to uczniowie i lubią, i unikają jak mogą szkoły. Co prawda opowiedziana przez nią historia dzieje się w czasach naszych wnuków, ale wygląda na to, że podejście uczniów do szkoły i za 50 lat nie ulegnie zmianie. Będą mogli korzystać z wynalazków techniki i przenosić się w czasie oraz poznawać historię naocznie.
Co może wyniknąć z konfrontacji między tysiącleciami, kto na tym bardziej skorzysta - czy średniowieczni czy futurystyczni bohaterowie? Oto zagadka, po której rozwiązanie warto sięgnąć do tej książki.
Dwunastoletni Aleks, który jest w centrum akcji i jednym z motorów zamieszania wraz z trzema kolegami i dwiema koleżankami z klasy ma przynieść się do X wieku by potwierdzić (lub wykluczyć) teorię mówiącą, że Mieszko był z pochodzenia wikingiem. Błyskotliwa akcja, trzymające w napięciu przygody, dowcip i zdrowy dystans do instytucji szkoły. Przy okazji ożywczy zastrzyk pokaźnej ilości faktów historycznych, obyczajowych i społecznych z czasów Mieszka I. Mam nadzieję, że panią Bąkiewicz poniosła wyobraźnia tylko w kwestii możliwości podróży w czasie, natomiast wszystko czego dowiedziałam się o współczesnych Mieszkowi czasach jest poparte badaniami naukowymi i archeologicznymi.
Do tego, przygody Aleksa i jego kolegów okraszone brawurowymi komiksami nawiązującymi do treści akcji lub luźno z nią związanymi, które tworzy sam Aleks w trakcie wydarzeń.

Gorąco polecam tę książkę uczniom! I rodzicom.

Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "2 w 1" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";
- "W 200 książek dookoła świata - 2018".

sobota, 31 marca 2018

Tadeusz Borowski "Wybór opowiadań"

Autor: Tadeusz Borowski
Tytuł: "Wybór opowiadań"
Wykorzystane w książce reprodukcje pochodzą ze zbiorów Muzeum na Majdanku w Lublinie
Wydawnictwo: Firma Ksiegarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością
Miejsce i rok wydania: brak informacji
Liczba stron: 240


Cieszę się, że odświeżyłam sobie opowiadania Tadeusza Borowskiego. Nie mam pojęcia, jak wygląda ta znajomość wśród współczesnych uczniów szkół średnich i ponadgimnazjalnych, czy czytają "Dzień na Harmenzach", "Proszę państwa do gazu". W czasach kiedy ja zdobywałam średnie wykształcenie wybór "Opowiadań" był podstawową lekturą z okresu II wojny światowej. Przypominam też teraz sobie skupioną twarz naszej polonistki. Wiem, zdaję sobie sprawę, że tak jak 30 lat temu, tak i teraz jest to "przerabianie lektur". Coś zostanie w głowie, coś się przypomnina (najczęściej o dziwo niewiele). Więc kiedy wzięłam do ręki te opowiadania praktycznie od nowa weszłam w ich świat.
Przeczytałam również wstęp. Omówienie to wydało mi się bardzo sztampowe, takie z czasów kiedy trzeba było wszystko wyłożyć, wyjaśnić i nakierować czytelnika na właściwe tory myślenia. Nie rozumiem jak można twierdzić, że "Opowiadania" to kreacja Borowskiego.
Jestem częściowo oburzona tym, co przeczytałam w przedmowie. Tajemnicę poeta zabrał ze sobą do grobu, natomiast wnikliwa lektura włączonych tu opowiadań pokazuje, że Tadeusz-vorarbeiter to nie literacka kreacja tylko życie. Gdyby autor nie był w centrum zdarzeń, skąd miałby taką wiedzę? Z pozycji pryczy w baraku? Przestańmy idealizować i uwznioślać ludzkie doświadczenia z czasów wojny. One nie mogły być zwykłe i nie mogły być też tworem wyobraźni. Każdy kto przeżył to, co Borowski mógłby obdarować doświadczeniem wielu innych. I nie myślę, że wziął na siebie ich winy.
Wystarczyło, że przeżył.
Dzięki za przypomnienie jak potoczyły się powojenne losy autora. Ta wiedza daje do myślenia. Tak nie kończą kreacjoniści. Borowski był człowiekiem, który w znaczeniu pozycji zawodowej częściowo odnalazł się w powojennej rzeczywistości, ale emocjonalnie nie mógł się otrząsnąć po życiu spędzonym w obozach koncentracyjnych. Poczucie niezasłużonego przeżycia oraz relatywności dobra i zła w tym świecie nie dały mu żyć spokojnie.
Wszystko co powinniśmy wiedzieć o życiu w obozach w Auschwitz i Birkenau tu jest. Jest komando Puff, o którym ukazała się ostatnio publikacja. Jest codzienny handel wymienny i wzajemne podkapowanie.

W "Wyborze" są opowiadania z okupowanej Warszawy, łapanki, likwidacja getta, kombinowanie by przetrwać.
Jest rzeczywistość z obozu przejściowego po wejściu Amerykanów do Dachau, gdzie surowe zasady bezpieczeństwa zbierają żniwo niewinnych ofiar.
Lektura ważna, myślę że trzeba ja czytać wprost, bez zbędnego tłumaczenia pomysłów (faktycznych czy nie) autora. Tak było. Prawda to okrutna, ale jedyna.


P.S. Ta lektura zmobilizowała mnie do przeczytania ustawy o IPN. Od tego miałam zacząć wpis.





Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "2 w 1" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie ";
- "W 200 książek dookoła świata - 2018".

Życzenia księdza Adama Bonieckiego

Życzę nam, chrześcijanom, byśmy uwierzyli, że dla nas właściwymi miejscami nie są miejsca pierwsze, lecz ostatnie. 
Byśmy przestali się bać świata i siebie nawzajem, naszej różnorodności i inności.
Byśmy uprawiając "nową ewangelizację" , większą wagę niż do słów przywiązywali do dawania świadectwa własnym życiem.
Byśmy nigdy o nikim nie myśleli, że jest „przypadkiem beznadziejnym”, byśmy nikogo nie osądzali.
Byśmy, widząc poczynione przez ludzi spustoszenia, nie poddawali się pesymizmowi („to już jest nie do naprawienia”), lecz zabierali się do naprawiania.
Byśmy wciąż uczyli się słuchać innych i nie zatykali uszu, gdy mówi ktoś o innych niż nasze przekonania.
Byśmy się pogodzili z tym, że droga każdego człowieka do osobistej więzi z Chrystusem jest inna i tę inność traktowali z dyskrecją i szacunkiem.
Byśmy nie byli prorokami klęsk, mistrzami wykluczania innych, budowniczymi murów, lecz byli budowniczymi mostów między ludźmi, zawsze (na imieninach cioci, we własnym domu, w ławach Sejmu, w firmie, w autobusie).
Życzę też, byśmy nie byli ponurakami. Zmartwychwstanie jest obietnicą przyszłej nieśmiertelności, więc na wszystko możemy spokojnie patrzeć w perspektywie wieczności.

Alleluja!


 



Boniecki Adam, Moje życzenia świąteczne, "Tygodnik Powszechny"  2018 nr 14 (3586) 
 

wtorek, 27 marca 2018

Podarować kawałek nieba

Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: "Fonsito i księżyc"
Przekład: Marzena Chrobak
Ilustracje: Katarzyna Borkowska
Wydawnictwo: Znak Emoticon
Miejsce i rok wydania: Kraków 2011
Liczba stron: 34

A było to tak.

Kiedy mężczyzna (chłopiec) się zakocha, gotów jest swojemu obiektowi uczuć nieba uchylić, gwiazdkę z nieba podarować.
Może to, co tu napiszę gdzieś wcześniej wyczytałam, ale myśląc o tej książce wpadło mi do głowy, że zakochana kobieta odda mężczyźnie wszystko co ma, a zakochany mężczyzna da wszystko czego nie ma. Prawda, że tak jest (bywa)?

Bajka o Fonsito potwierdza tę obserwację, bo to Nereida (nawet jeśli to kobieta, która ma dopiero 10 lat) wymyśla prezent jaki chce dostać, a chłopiec kombinuje jak to życzenie zrealizować. Gra toczy się o księżyc, a zadanie nie jest łatwe bo limeńskie niebo często jest zachmurzone.
Powyższe streszczenie niedokładnie jest zgodne z treścią przypowiastki. Nereida nie chce spełnić marzenia Fonsito i nie pozwala mu się pocałować w policzek. W zamian za to mówi, że spełni prośbę chłopca jeśli ten podaruje jej księżyc, co w języku hiszpańskim oznacza (cytując Llosa): "że prosi o rzecz niemożliwą".
Ale chłopiec - uważny obserwator o wrażliwej duszy - znajduje rozwiązanie i osiąga wymarzony cel.

Jak? Tego nie zdradzę, ale z podobnym zabiegiem spotkałam się kilka lat temu - dokładnie 6 - w zbiorze wspaniałych opowiadań o przedszkolaku Tomku napisanych przez Renatę Piątkowską.

Żeby podarować komuś księżyc trzeba trochę ruszyć głową i użyć wyobraźni. Dzieci nie powinny mieć z tym problemu. Chociaż... spoglądając na ich wpatrzone w ekrany smartfonów buzie zastanawiam się, czy one naprawdę myślą, że prawdziwy świat jest tylko Tam?

P.S. Książka jest pięknie wydana. Zastanawiam się jednak jak by wyglądała, gdyby zamiast ilustracji były w niej rysunki. Taką mam fantazję.


Wpis bierze udział w wyzwaniu "W 200 książek dookoła świata - 2018".

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...