niedziela, 7 stycznia 2018

Roczne podsumowanie wyzwania "W 200 książek dookoła świata - 2017"



W drugiej edycji czytelniczego wyzwania "W 200 książek dookoła świata", które prowadziłam w 2017 roku bezdyskusjną liderką była Monika Piotrowska-Wegner.
Monika prowadzi bloga "Zwyczajnie i szaro?"

Monika zgłosiła do wyzwania autorów 27 narodowości - w sumie 169 książek.

W zeszłym roku odwiedziła z tym wyzwaniem 20 krajów. Jest postęp.
Moniko - serdecznie Ci gratuluję! :-)

Drugą najaktywniejszą uczestniczką wyzania była Gosia B., która pisze bloga "Cząstka mnie".
Gosi udało się przeczytać książki autorów 14 narodowości (tyle samo książek zgłosiła).
W 2016 roku odwiedziła 13 krajów. Gosia też osiągnęła lepszy wynik. :-)



Do wyzwania zgłosiła się również Wiki, która zgłosiła autorów 8 narodowości.
I w pewnym momencie słuch o niej zaginął. Wielka szkoda. 



I na koniec Izabelka, czyli ja. Wynik mało imponujący - zgłoszonych 6 krajów.





Jak widzicie wyzwanie nie cieszy się dużym zainteresowaniem.
Troszkę szkoda, bo dla osób, które dużo czytaja, mają na to czas, może być bardzo inspirujące.
Kiedy mogłam więcej czasu poświęcić na czytanie książek, kluczem do szukania kolejnych lektur było zróżnicowanie geograficzne i pochodzenie autorów. Można w ten sposób trafić na niezwykle ciekawe pozycje. Moja ścieżka wyglądała tak, że najpierw korzystając z internetu przeszukiwałam informacje o literaturze jakiegoś konkretnego regionu świata. Jeśli coś mnie zainteresowało, np. Afryka Południowa, szukałam bardziej szczegółowych informacji o autorach z tej części świata. Internetowe zestawienia nazwisk są przygotowane alfabetycznie, więc albo szukałam na chybił trafił czytając notki o autorach, albo po "wpadających w oko i ucho" nazwiskach. Albo przez zwykle wpisanie w wyszukiwarkę Google hasła. Swego czasu natrafiłam w ten sposób na ciekawego bloga o literaturze kobiecej w Indiach i poznałam Anitę Nair.

Pozostaje potem przeszukanie sieci w celu znalezienia tłumaczeń na język polski i znalezienie danej pozycji w księgarni (internetowej), bibliotece, antykwariacie.
Takie poszukiwania trochę trwają, ale są ciekawe zważywszy na to, że nasz wybór pozostanie zagadką do momentu przeczytania książki.


Monika i Gosia dostaną ode mnie w podziękowaniu upominki-niespodzianki.


Zapraszam do kolejnej edycji wyzwania "W 200 książek dookoła świata - 2018".



wtorek, 2 stycznia 2018

"W 200 książek dookoła świata" - wyzwanie w 2018 roku

Serdecznie witam wszystkich w nowym roku!
Zanim przedstawię podsumowanie osiągnięć uczestniczek wyzwania w podróży dookoła świata z książką w ręku chciałam zapewnić zainteresowanych, że wyzwanie będzie kontynowane w 2018 r.
W ciągu roku myślałam o tym, by zmienić formulę i zaproponować, by kraje zaliczać według państw, w których dzieje się akcja przeczytanej książki. Problem by powstał w przypadku książek, których fabuła przenosi się z miejsca na miejsce. Tutaj chciałam zaproponować wybór jednego kraju.
Pozostanę jednak przy dotychczasowych zasadach. A co Wy myślicie o takiej zmianie?
I mam do Was pytanie - kto jest zainteresowany kontynuowaniem wyzwania w 2018 roku?
Proszę zgłaszajcie się w komentarzach pod tym postem.


Kto jeszcze nie zgłosił wszystkich książek przeczytanych w 2017 r. ma czas do najbliższego weekendu. Wtedy opublikuję wyniki.



sobota, 30 grudnia 2017

Magda Podbylska "Tajemnice Świstakowej Polany"

Autor: Magda Podbylska
Tytuł: "Tajemnice Świstakowej Polany"
Ilustracje: Katarzyna Bajerowicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo BIS
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 112





Zatęskniłam za zimą, taką ze śniegiem, mrozem, bałwanem...

Od czego jest literatura?!

Postanowiłam zatem potowarzyszyć dwóm dziewczynkom w ich pobycie u cioci zamieszkującej miłą górską okolicę na Świstakowej Polanie. Świstakowa Polana i Stajenka Lilly, w której przebywają kuzynki przypomina mi troszeczkę Bullerbyn, dom obok domu, wszyscy się znają, lubią i szanują, wiedzą o sobie prawie wszystko (a przynajmniej to, co w danej chwili powinni) i mają na siebie oko. Miła, samowystarczalna, kulturalna, a co najważniejsze wesoła i roześmiana społeczność. Siedem domków, z których jeden stoi pusty i czeka na kolejnego turystę pragnącego spędzić tu trochę czasu i poznać okolicę.
Tak, w przeciwieństwie do małoletnich Wallanderów z Valleby, Jo i (?) Ty ;-) nie mają do pomocy miejscowego komisarza policji, ale mają bystrą ciocię Ellie, która potrafi podpowiedzieć by "połączyć sprawy ze sobą" i inteligentnie naprowadzić dziewczynki na właściwy trop.
Tym samym zagadki rozwiązują się szybko, w oczywisty sposób, bez zbędnych zawiłości, a przy okazji w salwach śmiechu i, co ujęło mnie szczególnie, w fantastycznych okolicznościach dziecięcej zabawy. Fantastycznych - bo wykorzystujących czasem fantazję i dziecięce zmyślanie. To takie proste i skuteczne sposoby na zapewnienie sobie dobrej zabawy w świecie beztabletowym (bezsmartfonowym).

Ponieważ to moje pierwsze spotkanie z nimi, pojawiło się kilka pytań: ile mają lat (stawiam na 10+), jak mają na imię - jedna to Jo, zaś imię drugiej, która jest narratorką jest nieznane (a może niedokładnie podczytywałam?). Są u cioci Ellie gdzieś w górach. Gdzie? Obstawiam Austrię lub gdzieś na uboczu Aspen (USA :-). Dlaczegóż? - Zapraszam do czwartego i piątego zdania w tym wpisie.
Aha i pozostał mi mały niedosyt. Dotarłam do ostatniej strony i...  To już!?
P.S. Ilustracje też są fajne! Podkreślają treść i są bajecznie kolorowe.
Nasze dwie sąsiadki będą zachwycone prezentem. Mam taką nadzieję, bo ja już palę się do następnych przygód detektywek. B-)


P.S.2. Gdybym już tu się nie pojawiła to życzę Do Siego Roku!

Wesołego, zaczytanego i owocnego w dobre sprawy.

Wpis bierze udział w wyzwaniu:
- "W 200 książek dookoła świata - 2017".







piątek, 29 grudnia 2017

Czas na fantasy

Autor: Clive Staples Lewis
Tytuł: "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa"
Ilustrowała: Pauline Baynes
Przełożył: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Miejsce i rok wydania: Poznań 1996
Liczba stron: 184

Lektura dla klasy IV szkoły podstawowej




Jak zauważyła 5000lib w komentarzu pewnego letniego dnia [KLIK], czytanie książek dla dzieci i młodzieży w dorosłym życiu może być (jest) elementem rozwoju osobistego. Jak już będę miała tyle czasu, że hoho, to zapiszę się na te studia. Takie jeszcze mam marzenie...


W pradawnych czasach kiedy to ja byłam uczennicą 4 klasy szkoły podstawej tej lektury nie było w kanonie. Ja sobie nie przypominam, a przecież teoretycznie mogłaby być. (Czy ktoś z Was wie od kiedy "Opowieści z Narnii" są na liście lektur?)
W uzupełnianiu pokoleniowych dziur w edukacji podążyłam zatem za starszym synem i już gdy przyniósł książkę do domu wiedziałam, że ją przeczytam. "Masz okazję uzupełnić to, czego nie miałaś okazji dotąd zrobić" - mówił mi głos. Rzeczywistość po kilkunastu dniach zmusiła mnie po sięgnięcie i realizację planów w przyspieszonym tempie. Starszy dostał zadanie dla chętnych pt. "przygotowanie gry planszowej na bazie fabuły". Pomysł fantastyczny i żeby wspomóc jakoś dziecko (czytaj: wiedzieć o co cho i mieć swój udział w tym fajnym przedsięwzięciu) wystartowałam do książki.


Wchłonęła mnie jak tytułowa szafa. Na kilka godzin przeniosłam się do miejsc fascynujących i pięknych, tajemniczych i ubogacających, groźnych i prostych. Dotknęłam prawdy i dobroci, zła i nadziei, magii i zwykłości, czarów i uczuć.
Po kilku ostatnich lekturach, mam nieodparte wrażenie, że literatura angielska skierowana dla młodych czytelników ma bogatą tradycję pisania o zwykłych miejsach, takich jak dom, ogród w niezwykły sposób.
Oto w starym niewiarygodnie ogromnym domu, do którego w czasie II wojny światowej trafia czwórka rodzeństwa (Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja) są miejsca, które można oficjalnie zwiedzać (dom jest sam w sobie miejscem turystycznych wycieczek z przewodnikiem), i w którym znajdzie się miejsce by pysznie bawić się w czasie niepogody. Jest tam szafa, która stanowi przejście do innego świata - Narnii. W czasie, w którym nieletni bohaterowie przenoszą się do niej trwa tam wieczna zima, bez szans na bożonarodzeniowe prezenty.
Wystarczy nieznacznie poszperać w internecie by dowiedzieć się, że dzieło C. S. Lewisa zawiera biblijne odniesienia. Dla osoby, która pierwszy raz czyta "Lwa, czarownicę i starą szafę", a na dodatek niezadługo w TV ma okazję obejrzeć jej ekranizację, "Biblią aż bije po oczach": stwórca Narnii, lew Aslan, oddaje życie i poświęca się za "grzesznika" (Edmunda), po czym ciało jego znika z kamiennego stołu, który pęka. To męka i zmartwychwstanie Chrystusa bez dwóch zdań.
Zastanowiło mnie dlaczego Lewis powielił baśniowy motyw złej królowej (Śniegu) i egoistycznego chłopca, który daje się uprowadzić i omamić. Dlaczego nie uwiódł pierwiastka żeńskiego i zasugerował tu postaci Ewy? Nie dokonał pełniejszej parafrazy? Może nie o to mu chodziło?


Od czasu przeczytania pierwszej części sagi C.S Lewisa zdążyłam obejrzeć ekranizację "Księcia Kaspiana " i nie mogę doczekać się chwili, w której powrócę do Narnii - tej na kartach powieści.


:-)



Wpis bierze udział w wyzwaniu:


- "W 200 książek dookoła świata - 2017".

środa, 27 grudnia 2017

Spokój

Po raz pierwszy poczułam w święta ogromne zmęczenie.
Dużo napięcia związanego z przygotowywaniem, choć Wigilia mniejsza o 4 osoby od zeszłorocznej.
Wszystko pięknie się udało. Chociaż myślę, że niektórzy powinni poskromić ujście swych myśli i nie "meblować" innym domów i kuchni.
Wiadomo, goście wchodzą robi się tłok. Kapusta się grzeje, jest zapach.
Nie było czasu na "świąteczne lektury", choć plany zebrane, czasopisma pokupione, ochota wielka.
To już nie chodziło o zbyt dużą ilość jedzenia, każdy jadł to co chciał i ile chciał.
Po raz pierwszy poczułam "nie lubię".


Może za to za krótkie dni.
Może brak pogody - dopiero dziś i wczoraj słońce.
Dużo łatwiej jest wjechać "na gotowe" i wyjechać w miarę szybko, by nie "siedzieć na głowie".


Święta to stan ducha, ale dużo zależy od tego co się dzieje wokół.


Mało myślenia o innych.


Jak sympatycznie może być przed świętami oto dowód poniżej.
Pod tym rozpoznawalnym znakiem miałam święta:


Dziękuję Diable!


I wianek na drzwi (powieszony od środka) zrobiony przez koleżankę z pracy:




Każdemu tego, czego mu potrzeba:
zeszłoroczny zeszyt ćwiczeń od religii Małego O.
Wcale nie chcę by szybko przyszła wiosna. :-)
Nie zdążyłam jeszcze wsadzić cebulek tulipanów i żonkili, hehe.
Więc jak?
Pędzę załatwiać ważne sprawy na mieście!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...